piątek, 29 lipca 2016

Nauki Królowej Kunti – o wykładzie Gaur Gopala Prabhu (ki Jay!)

Drogi Krsno, uchroniłeś nas przed zatrutym ciastem, przed ogromnym pożarem, przed ludożercami i przed występnym zgromadzeniem. Ratowałeś nas w niedoli na wygnaniu w lesie i na polu bitwy, gdze walczyli wielcy dowódcy. A teraz ocaliłeś nas od broni Aśvatthamy.”
Śrimad-Bhagawatam 1.8.24

Czy istnieje gdzieś na tym świecie człowiek całkowicie wolny od jakichkolwiek kłopotów? Ktoś, kto mógłby powiedzieć, że nie ma żadnych problemów, nic mu nie doskwiera? Ktoś, kogo nikt nigdy nie uraził, nawet przypadkiem, ktoś, kto nigdy nie zapłakał, kogo nigdy nie spotkał czyjś choćby najmniejszy gniew, ktoś, kto nie utracił nigdy ukochanej osoby, nie pokłócił się z nikim, zawsze dostał to, czego chciał, bo nikt mu nigdy nie odmówił? Nie. Takiego człowieka nie ma na całym tym świecie.
Gaur Gopala Prabhu od tego rozpoczął swój poranny czwartkowy wykład w świątyni ISKCON w Mysiadle. Podnosiliśmy ręce - czy ktoś z was ma problemy ze zdrowiem? Czy ktoś z was ma problemy finansowe? Czy ktoś ma problemyw relacjach? Ręce podnosiły się i opadały, po czym znów się unosiły w górę. Każdy ma problemy. Tak.
A czy komuś zdarza się zazdrościć, że inni mają lepiej? Ludzie są pełni zazdrości. Zazdroszczą tego, że ktoś jest lepszym mówą, że ktoś jest lepszym śpiewakiem, czy muzykiem na kirtanie, że ktoś gotuje smaczniejsze prasadam... bhaktowie nie są wolni od zazdrości. Zależnie od tego, w czym aspiruje dany Prabhu – tego będzie z wielkim prawdopodobieństwem zazdrościł drugiemu. Bhaktowie nie są wolni od tego uczucia, zadziwił się Gaur Gopal Prabhu. Zdumienie budzi zazdrość i zawiść (uczucie i działanie) obserwowane w świątyni – miejscu pełnym Boga, miejscu na wskroś świętym, przepełnionym odpowiednią, czystą filozofią wedyjską, Słowem Bożym. Bhaktowie po prostu nie są wolni od zazdrości. Że ktoś inny jest w czymś lepszy i że ma w czymś w życiu lepiej.
Martwimy się problemami (kto się nie martwi?). Ale nie dostrzegamy częstokroć jak problemy nagle stają się błogosławieństwem za sprawą Pana. Prabhuji podał kilka przykładów, odwołując się do cytowanej modlitwy – przykład dziesięcioletniego Bhimy, jednego z Pandavów, pięciu synów Królowej Kunti, który poczęstowany zatrutym ciastem zjadł je bez namysłu, ponieważ uwielbiał jeść i jadł wszystko, co mu podano. Są też i tacy bhaktowie, Prabhuji przywołał przykład bhakty, który w pewnej świątyni zjadał najwięcej na posiłkach i jeszcze w nocy wstawał z łóżka, aby jeść więcej prasadam. Nic dziwnego, Bhima lubił jeść, wielu ludzi lubi jeść. Więc zjadł zatrute ciasto, a trucizna w nim zawarta po jakimś czasie zaczęła działać i Bhima padł nieprzytomny. Zazdrosny o niego Kaurava, sprawiciel trucizny, wrzucił go wtedy do rzeki, przekonany, że pozbył się rywala raz na zawsze. Bhimę spotkało nieszczęście, miał potworny problem, umierał. Nie dość, że zażył truciznę, to jeszcze miał właśnie utopić się w najgłębszym miejscu rzeki i umrzeć. Zdarzyło się jednak inaczej – na samym dnie rzeki Bhimę pokąsały wodne węże, których jad zadziałał jak odtrutka na pierwsza truciznę i Bhima odzyskał przytomność. Ponieważ był niezwykle silny, pomimo dziecięcego wieku, zrywał z siebie kąsające go węże i rozrzucał je wokoło ze złością. Przysporzył nie lada kłopotów całej wężowej ferajnie, w związku z czym jeden z oprawców udał się na skargę do swojego pana – Varuny, który jest bogiem wód i podwodnego prawa. Gdy ejdnak Varuna usłyszał o potężnie silnym dziecku walczącym z wężami i okazało się, że to Bhima – zamiast ukarać chłopca za jego czyny, Varuna serdecznie do przywitał i ugościł niezwykłym nektarem, gdyż rodzina Śrimati Kunti Devi była bliska sercu Varuny. Nektar ofiarowany chłopcu przez władcę wód obdarzył go jeszcze większą siłą, równą sile dziesięciu tysięcy słoni. Nie dość więc, że Bhima wcale nie umarł od ofiarowanej mu trucizny, nie utonął w rzece, nie zabiły go węże, to jeszcze wyszedł z całej tej historii nieporównywalnie silniejszy niż był wcześniej. Jak to się stało? Ponieważ Bhima, tak samo zresztą jak wszyscy jego bracia Pandavowie i ich matka Śri Kunti Devi, był niezwykle czystą i pokorną duszą, oddaną całkowicie Lotosowym Stopom Pana Śri Krsny, znajdował się pod Jego nieustajacą protekcją. Został ocalony za sprawą Najwyższego Pana.
Podobnie i w naszym życiu, w życiu każdej żywej istoty, nauczał dalej Gaur Gopal Prabhu, jakiekolwiek nie spotykają nas kłopoty – są one zamysłem Pana i w końcu przyniosą nam dobre rezultaty, jeśli jesteśmy oddanymi wielbicielami Najwyższej Osoby. Prabhuji podał również swój własny przykład – dwa razy poważnie skręcił sobie kostkę w tym samym miejscu, przez co nie mógł uczestniczyć w ważnych wydarzeniach, nie mógł w pe łni oddać się służbie dla Pana Krsny. Dlaczego, słodki Krsno, dlaczego?? Przecież tylko chcę Ci służyć, nie chcę przecież nic dla siebie, nie chce jechać na zabawę, lecz na służbę oddania Twoim Lotosowym Stopom, dlaczego?? - myślał Prabhuji w rozpaczy. Po czasie jednak, gdy lekarz drugi raz odlądał poważnie skręconą kostkę i postanowił skierować Prabhuji na przeswietlenie – okazało się, że to początek poważnej choroby kości. Początek, jeszcze całkiem dobrze uleczalny. Prabhuji dziękował Najwyższemu Panu, gdy tylko usłyszał diagnozę – gdyby nie Ty, nie wiedziałbym, że moje ciało jest chore i choroba rozwinęłaby się na dobre tak, że nie dałoby się jej już zatrzymać. Dziękuję Ci Panie i składam Ci pokłony oddania!
Prabhuji podał również przykłąd rodzicy z Anglii, która pragnęła popłynąć w rejs Titanikiem do Stanów Zjednoczonych i na bilet wydała wszystkie oszczędności. Niestety tydzień przed odpłynięciem statku jednego z synów pogryzł pies, który mógł być nosicielem wścieklizny i w związkuz tym chłopiec musiał przejść kwarantannę, nie mógł płynąć. Nie popłynęła również oczywiście cała jego rodzina, ponieważ nie zostawiliby samego chorego dziecka. Ojciec rodziny płakał, spoglądając na kierujący się w morze ogromny Titanic i łkał „dlaczego, Boże, dlaczego? Wydaliśmy wszystkie oszczędności....”. Oczywiście gdy jednak dowiedział się, że statek zatonął niedługo po wypłynięciu – nie posiadał się ze szczęścia i chciał bić pokłony przed psem, który wcześniej pogryzł jego dziecko, dziękując mu za to błogosławieństwo. Chciał bić pokłony przed psem. Przykład nieszczęścia, które obróciło się w szczęście.
Tematem wszystkich wystąpień Prabhuji była zatem ochrona. Poprosił o zapisanie na tablicy angielskiego słowa „protect”, czyli ochrona. Każdą z liter w tym słowie planował w kolejnych wykładach rozwinąć, opisując sposób, w jaki Pan Śri Krsna ochrania swoich bhaktów z wszelkich nieszczęść. Nie uczestniczyłam już w kolejnych wystąpieniach.


Dziękuję za ten wykład, Gaur Gopala Prabhu, dziekuję za twą piękną służbę i oddaję ci pokłony!
Intensywnie przeżywałam każde wypowiedziane słowo, chłonęłam i rozmyślałam nad nimi wszystkimi. Jestem akurat dość świeżo po lekturze modlitw Królowej Kunti i dlatego temat jest wciąż we mnie żywy. Rozważałam i przypominałam się słowa Śrila Prabhupady (ki Jay!) zawarte w wyjaśnieniach poszczególnych ślok. Układałam w głowie poznane elementy układanki. Okazało się, że miałam w głowie pamięć odmiennego wyjaśnienia Nauk Śrimati Kunti Devi. Przypominałam sobie coraz wyraźniej (najwyraźniej już dopiero po opuszczeniu świątyni, w związkuz czym nie zadałam żadnego pytania, zresztą też nieszczególnie do tego zapraszano i chyba nie było już czasu na dyskusję) zapoznany wcześniej sens całej modlitwy tej wspaniałej, mądrej, pełnej blasku kobiety, w całości oddanej Lotosowym Stopom Pana, w najwyższej i najczystszej miłości. I był on inny od tego przedstawionego przez Prabhuji podczas czwartkowego wykładu.
Królowa Kunti ofiarowała swą przepiękną i wzruszającą modlitwę Panu Krsnie, Bogu Najwyższej Osobie, a jednocześnie swojemu bratankowi, w momencie, gdy właśnie zakończyła się największa w historii dziejów tego świata bitwa na Kuruksetrze. Zginęli w tej bitwie wszyscy – z wyjątkiem Pandavów. Wojna się skończyła, demony zostały doszczętnie zgładzone, zapanował pokój i harmonia, długo oczekiwany spokój i szczęście. Relacje między ludźmi zostały oczyszczone z demonicznych brudów i zła. Trudno wyobrazić sobie bardziej pomyślną sytuację, bardziej oczekiwane zakończenie nieszczęść i problemów, lepszy stan dla wszystkich ludzi. A jednak Królowa Kunti zwróciła się do Pana Krsny w rozpaczy i trwodze ze swoją gorącą modlitwą. Dlaczego?
Wydawcy Bhaktivedanta Book Trust do wydania książki „Nauki Królowej Kunti” z 1997r. piszą: „Błagalne słowa Kunti nie powinny doprowadzić nas do błędnego wniosku, że jej modlitwa była interesowna. Mimo doznanych cierpień królowa bynajmniej nie prosi o ulgę. Wprost przeciwnie, prosi o dalsze cierpienia w przekonaniu, że zwiększą one jej oddanie dla Pana i ostatecznie przyniosą jej wyzwolenie.” i przytaczają słowa kolejnej śloki z modlitwy Śrimati Kunti Devi:

[...] Chciałabym, aby wszystkie te nieszczęścia zdarzały się raz po raz, tak byśmy mogli wciąż Cię oglądać. Oglądanie Ciebie znaczy bowiem, że nie doświadczymy już więcej narodzin i śmierci.” (Bhag. 1.8.25)

I rzeczywiście, w wyjaśnieniu tej śloki, w tekście cytowanej powyżej książki Śrila Prabhupada tłumaczy nam:

„Toteż Kunti mówi: Vipadah santu. 'Nie mam nic przeciwko nieszczęściom'. Vipadah santu tah śaśvat. 'Mogą spadać na mnie ciągle”. Ponieważ wie, jak pamiętać Krsnę w obliczu niebezpieczeństw, wita je z radością. 'Drogi Panie, cieszę się, gdy spotykają mnie niebezpieczeństwa, ponieważ wtedy mogę o Tobie pamiętać.' Również Prahlada, prześladowany przez ojca, zawsze myślał o Krsnie. Jeśli niebezpieczeństwo pomaga nam pamiętać o Krsnie, to możemy się z tego tylko cieszyć.” (Nauki Królowej Kunti, Śri Śrimad A.C. Bhaktivedanta Swami Prabhupada, The Baktivedata Book Trust International Inc., str. 52)

Jakie zatem było znaczenie słów Śrimati Kunti Devi? Czy Królowa Kunti dziękowała Panu za pomyślny obrót sytuacji? Za uratowanie Bhimy od zatrutego ciasta, za tajemne wyprowadzenie rodziny z płonącego domu i za ratunek przed straszliwą bronią półbogów? Z pewnością tak. Z pewnością w słowach swojej modlitwy, z ogromnej miłości, jaką darzyła Najwyższego Pana, wyrażała dla Niego swą najwyższą wdzięczność za pomyślny obrót spraw. Czy jednak chciała tak naprawdę, aby właśnie ten pomyślny obrót spraw utrzymał się na dobre? Nie chciała, co wyraziła w kolejnych słowach modlitwy: „Chciałabym, aby wszystkie te nieszczęścia zdarzały się raz po raz [...]”. Królowa Kunti tak naprawdę rozpaczała, ponieważ jej rodzinie przestało grozić niebezpieczeństwo!
Jakby spojrzeć na oba rody, których wzajemne relacje doprowadził milionowe wojska na pola Kuruksetry, by stoczyły krwawą bitwę – na Pandavów i Kauravów – to którym z nich wiodło się pomyślniej? Który ród cieszył się większym szczęściem i święcił tryumfy we wspólnie doświadczanych sytuacjach? Kauravowie mieli wszystko. Wygrali wszystkie bogactwa Pandavów w grze w kości (łącznie ze śliczną, wierną i oddaną wielbicielką Pana Krsny i wspaniałą żoną pięciu braci – Draupadi, którą dodatkowo ośmielili się obnażyć w obecności wielu mężczyzn, co ze swojej bezprzyczynowej łaski, na błagalne wołanie kobiety, Pan Krsna udaremnił, zsyłając z nieba niekończące się sari, niemożliwe do zdjęcia), wygnali Pandavów na dwanaście lat do lasu, po czym jeszcze zesłali na rok życia w ukryciu i zagrozili im użyciem najbardziej śmiercionośnej broni półbogów, by zgładzić całą ich rodzinę. Sami nie doznawali żadnego uszczerbku, nie ponosili żadnej kary, dręczyli Pandavów w coraz bardziej wymyślny sposób, a na bhaktów spadały jedno po drugim same nieszczęścia. Kauravom wiodło się zdecydowanie lepiej. Jedynym, co przysparzało im zmartwień była ich własna zazdrość, zawiść, gniew i frustracja. Pod względem materialnym mieli w swym życiu wszystko – władali wielkim i wspaniałym królestwem (choć należało się ono tak naprawdę Pandavom!), mieli w swym posiadaniu nieprzebrane bogactwa, których nikt nie ośmielił się im odebrać, a Pandavowie poddawali się bez najmniejszego oporu ich wszystkim uciskom. Spotykała ich zatem wszelka możliwa pomyślność. Nie mieli problemów. Czy mogli się jednak z tego powodu cieszyć? Nie. Kauravowie nie cieszyli się ze swojej pomyślności i pomimo braku jakichkolwiek racjonalnych powodów do zmartwień – byli oni ludźmi głęboko nieszczęśliwymi, a ich serca drążył nieustający gniew i niepokój.


Śrimati Kunti Devi modli się więc o problemy. Pragnie problemów, nieszczęść, kłopotów, ponieważ szczęśliwe, niezwykle pomyślne dla jej rodziny zakończenie bitwy na Kuruksetrze dostarczyło jej paradoksalnie największego możliwego zmartwienia i sparaliżowało ją strachem. Pan Krsna opuszczał Hastinapur na dobre. Pandavowie nie potrzebowali już jego protekcji, w królestwie zapanowały ład i porządek. Spokój i harmonia oznaczały więc niechybną rozłąkę z Najwyższym Panem, a była ona tym, czego Królowa Kunti obawiała się sto razy bardziej niż największej na świecie bitwy, płonącego domu, czy zatrutego ciasta. Rozłąka z Panem Krsną (choć występował on przed Śrimati Kunti Devi jako jej bratanek, to Królowa bardzo dobrze wiedziała, kim naprawdę jest i składała Mu pokłony) była czymś, o czym wspaniała, oddana wielbicielka, czysty bhakta, nie mogła nawet przez chwilę pomyśleć i czego nie mogła znieść. W rozpaczy ofiarowała Lotosowym Stopom Pana swą błagalną modlitwę, której sensem jest to, aby w swej bezprzyczynowej miłości i łaskawości nigdy, choć na chwilę nie opuszczał jej serca, gdyby bowiem tak się stało – istnieje wielkie zagrożenie, że na zawsze pozostanie ona uwikłana w błędne koło narodzin i śmierci. A jest to najstraszliwszą perspektywą dla zaawansowanego transcendentalisty, dla czystego bhakty Pana. Perspektywa ta nie może być w żaden sposób porównywalna z możliwością poniesienia materialnej śmierci nawet w najbardziej wyrafinowanych i okrutnych okolicznościach, ponieważ wtedy umiera ciało. Dusza zaś jest nieśmiertelna, więc nie rodzi się i nie umiera nigdy. Może ona jedynie osiągnąć błogosławioną czystość i powrócić do swej jedynej właściwej pozycji służby oddania i miłości dla Najwyższego Pana, wtedy zaś będzie przebywać wraz z Nim w wiecznym szczęściu na najwyższej planecie świata duchowego – Goloce Vrindavanie lub może pozostać uwarunkowana przez energię materialną i staczać się po raz kolejny i kolejny w najstraszliwsze otchłanie najniższych planet piekielnych, by ponownie wspinać się mozolnie, przez 8 400 000 ciał po drabinie samorealizacji, by finalnie, być może, wreszcie osiągnąć jeszcze jedną szansę wyzwolenie.


Szczęście i pomyślność materialne mogą więc być jednym z największych niebezpieczeństw dla uwarunkowanej duszy, ponieważ ma ona wtedy tendencję zapominać o Najwyższym Panu i cieszyć się swym dobrym „losem”. Dlatego też sensem modlitw Królowej Kunti nie jest to, że Pan Śri Krsna łaskawie chroni nas od złego i należą Mu się dzięki lub należy o to prosić Go w swoich modlitwach. Sensem modlitw Śrimati Kunti Devi jest wykorzystanie każdej sytuacji, jaka by ona nie była, zła, czy dobra, do utrzymywania swego umysłu cały czas wyłącznie w skupieniu na Najwyższej Osobie Boga, Panu Śri Krsnie. Ponieważ tylko Jego obecność w naszych myślach i pamięci może uchronić nas od kolejnych materialnych narodzin i dalszej wędrówki po materialnych ciałach, osnuwających uwarunkowane dusze cieniem ignorancji i zapomnienia. Prawdziwy problem każdego z nas jest zatem tylko jeden, powodowany przez zewnętrzną energię materialną – a jest to nasze uwarunkowanie. Problemy zsyłane nam w trakcie życia ludzkiego na prawach natury przez Najwyższego Pana są natomiast nie lada błogosławieństwem, które daje duszom szansę, aby otrząsnąć się z cienia materialnej iluzji i o to właśnie powinniśmy się modlić, przykładem wspaniałej, mądrej i przepełnionej transcendentalną miłością do Najwyższego Pana, Królowej Kunti.

All Glories to Śrila Prabhupad!

Hare Krsna!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz